W poprzednim odcinku powiedziałam między innymi, że codziennie rano podejmuję decyzję o tym, że będę miała dobry dzień. I to wywołało waszą reakcję – posypały się maile i komentarze. Ale Małgosia jako to? przecież nie zawsze masz wpływ na to co się wydarzy w twoim życiu, przecież nie masz wpływu na to jak się inni ludzie zachowają. Chcę teraz się odnieść do tego, bo faktycznie macie rację.  Nie zawsze mam wpływ na zdarzenia, nie zawsze mam wpływ na to jak inni ludzie się zachowają. Jednak zawsze mam wpływ na to jak ja się zachowam, zawsze mam wpływ na to jak ja się odniosę do danego zdarzenia czy zachowania. Zawsze mam wpływa na to co ja postanowię z tym zrobić, jakie nadam temu znaczenie. A przecież nic nie ma znaczenia poza tym, które ja nadaję.

Moja znajoma jak co rano wyjechała do pracy.  Ona nie prowadzi szybko, jechała jakieś 50 km/h jest w centrum miasta, ulicą główną. Nagle z podporządkowanej wyjechał z piskiem opon sportowy samochód, a w nim jakiś facet. Zajechał jej drogę. Ona szybko nacisnęła na hamulec, na klakson! Bardzo się zdenerwowała, bo bardzo niewiele brakowało, żeby w niego wjechała. Facet jakby tego nie zauważył, zupełnie zignorował sytuację, pojechał sobie dalej. Nie zatrzymał się, nie przeprosił, nie zamrugał światłami, kompletnie nic. Za to moja znajoma bardzo się  zdenerwowała. Zadzwoniła do swojego męża, zadzwoniła do swojej najlepszej przyjaciółki, żeby im o tym opowiedzieć. Kiedy dotarła do pracy opowiedziała o tym zdarzeniu wszystkim swoim współpracownikom, każdemu kto tylko chciał słuchać. Cały czas się denerwując i przeżywając ciągle na nowo poranną sytuację. Tego dnia praktycznie nic innego nie zrobiła. I zobacz co tu miało miejsce. Facet, który nie ma najmniejszego pojęcia o istnieniu tej mojej znajomej, a już na pewno o niej nie myśli ma władzę i kontrolę nad całym jej dniem.

A teraz sytuacja, która niedawno przydarzyła się mnie. Wracałam z intensywnego szkolenia, które odbyło się w Londynie. Bardzo chciałam już wrócić do domu, byłam zmęczona. Jechałam kolejką na lotnisko, miałam wieczorny lot, ostatni tego dnia. W pewnym momencie kolejka się zatrzymała. Przez jakiś czas staliśmy, aż w końcu pojawił się komunikat, że nie wiadomo kiedy ruszymy, ponieważ miała miejsce awaria trakcji i nie wiadomo czy uda się ją naprawić i w jakim czasie. Niektórzy pasażerowie, też z walizkami widać, że nieco się zdenerwowali, jeden facet zaczął krzyczeć, że w ogóle nie można liczyć na ten transport miejski, że co to w ogóle jest, że to nie pierwszy raz się zdarza, że on ma lot na samolot wykupiony i co będzie jak się spóźni. Jednym słowem bardzo się zdenerwował. Ja dla odmiany postanowiłam działać – zapytałam się kto się spieszy na lotnisko, czy komuś zamówić taksówkę, możemy pojechać razem, możemy się zrzucić, będzie taniej, będzie fajniej, itd. Zgłosiły się trzy osoby plus ten facet. Te trzy osoby pojechały ze mną, a facet pojechał drugą taksówką. Jadąc na lotnisko, na autostradzie (oczywiście) był korek. Zdarzył się jakiś wypadek i wszystko stało. My też stanęliśmy w tym korku i wtedy to już zaczęłam tracić nadzieję, że uda mi się zdążyć na  ten samolot. W końcu na lotnisko dotarłam po czasie, kiedy bramki dawno już powinny być zamknięte. I nagle okazało się, że mój samolot jest opóźniony. I to aż o 2 godziny! Ja naprawdę się ucieszyłam, pomyślałam sobie : kurczę prawie się spóźniłam na ten samolot, a okazało się, że on jednak na mnie poczekał. Mało tego, będę mogła jeszcze napić się kawy, odpocząć i spokojnie wylecieć, wrócić do Warszawy. W międzyczasie na lotnisku pojawił się … ‚facet’ i okazało się, że leci tym samym lotem co ja. Kiedy tylko się dowiedział, że samolot jest opóźniony o 2 godziny zaczął – pewnie wiesz co – zaczął krzyczeć, zaczął się awanturować – że on kupił bilet z wyprzedzeniem, że to już nie pierwszy raz, że w ogóle co to za linie lotnicze, że są nieprofesjonalne i w ogóle nie można na nich liczyć bla, bla, bla. Ja sobie pomyślałam ‚Człowieku, opanuj się, wyluzuj. Przecież gdyby nie to, że samolot jest opóźniony to w ogóle byś na niego nie zdążył’. Oczywiście tego nie powiedziałam, tylko poszłam napić się kawy. Bo w życiu tak się zdarza! Zdarza się, że transport miejski może mieć awarię, zdarza się, że samolot może być opóźniony, może nawet zostać odwołany. Ale nie pozwolę nikomu na to, żeby odwołać mój dzień, żeby zabrać mi dzień, zabrać fragment  mojego życia. Nie! Ja mam na to wpływ. To ja decyduję o tym jakie znaczenie ma to, co się dzieje w moim życiu.

No dobrze – powiesz mi pewnie – a co kiedy wydarz się coś naprawdę dużego? Co kiedy wydarzy się coś takiego jak utrata pracy? rozpad związku? utrata kogoś bliskiego? Czy mam to zbagatelizować i udawać, że nic się nie stało? Oczywiście, że nie! Mnie osobiście bardzo się podoba to co powiedział Kuba Błaszczykowski. Dla niewtajemniczonych – Kuba Błaszczykowski to piłkarz Reprezentacji Polski na Mistrzostwach Europy. To dzięki jego golom zaszliśmy tak daleko, bo aż do ćwierćfinałów. I to między innym dlatego, że w karnych bramkarz Portugalii obronił karnego strzelonego właśnie przez Kubę, nasza reprezentacja odpadła po ćwierćfinałach. Kuba Błaszczykowski wspaniale się zachował, mówiąc po męsku ‚wziął to na klatę’ i powiedział coś takiego :

Będę dalej walczył. Zbyt wiele razy leżałem na ziemi, żeby nie wiedzieć, że najważniejsze, to by dalej walczyć. Biorę na klatę to, co się wydarzyło.

To co powiedział Kuba naprawdę ma głęboki sens. Kiedy życie rzuci cię na ziemię i będziesz tam leżeć, to czasami zajmie ci trochę czasu, żeby się podnieść, czasami to może być trudne, ale zawsze wstań i walcz dalej. Les Brown fajnie o tym mówi, że :

Kiedy życie rzuca cię na ziemię to staraj się upaść na plecy, bo patrząc w górę zawsze łatwiej ci się będzie podnieść, niż wtedy kiedy patrzysz w dół.

Jeśli jest jedna rzecz, którą chciałabym abyś zapamiętał z tego odcinka to, że to ty kreujesz swoje życie, to ty masz wpływ na to co się w twoim życiu dzieje, bo masz wpływ na to jak odbierasz i intepretujesz zdarzenia i sytuacje, które się w twoim życiu dzieją, to ty decydujesz o tym co nimi dalej zrobić!